Wyjść na prostą. Schizofrenia jest chorobą uleczalną.

geralt / Pixabay

Jak pisał sam Antoni Kępiński, “schizofrenia jest delficką wyrocznią psychiatrii”, bo pokazuje jak w soczewce główne problemy egzystencjalne człowieka współczesnego, a ponadto stanowi największą zagadkę psychiatrii. Dopiero w 1911 roku zdefiniowano “grupę schizofrenii” jako choroby umysłu, który traci kontakt z ludźmi i rzeczywistością, a także samym sobą i ucieka w urojone, nierealne światy. Przynosi większości tylko cierpienie, a niektórych wynosi ponad przeciętność na wyżyny nauki (John Nash, ekonomista, laureat Nobla), sztuki czy działalności społecznej (Brat Albert). Przeważnie jednak uderza zanim młody człowiek ukształtuje swoją osobowość, więc niszczy relacje społeczne, zamyka w ciemnym pokoju w jasne dni, powoduje lęki i depresje, poczucie winy, zaburzenia myślenia i skupienia uwagi, niemożność czytania, a czasem ciężkie halucynacje i omamy słuchowe, nazywane jako “głosy”.

Istnieje wiele typów schizofrenii, jednak najczęściej w naszym kręgu kulturowym stawia się diagnozę F20. 0 – “schizofrenia paranoidalna”. Ma najlepsze rokowania w przeciwieństwie do innych typów, zwłaszcza “schizofrenii prostej”, gdzie dominują zespoły objawów negatywnych, jak apatia, zubożenie mowy i gestykulacji, wycofanie, dziwaczność, ekscentryczność i małomówność oraz brak energii, stałe zmęczenie, drażliwość i komponenta histeryczności. To, co łączy wszystkie typy “schizofrenii” to utrata naturalnej dla zdrowia harmonii wewnętrznej oraz autyzm i zaburzenia kojarzenia, stąd nazywa się te objawy “osiowymi”. Paranoidalna postać wyróżnia się obecnością najczęściej słuchowych omamów (“głosy”), nieco rzadziej halucynacji z innych zmysłów (najczęściej wzrokowych) oraz obecnością urojeń. Jeśli chodzi o urojenia, to dominują prześladowcze, ksobne i oddziaływania: pacjent jest pewien, że pada właśnie ofiarą wrogiego spisku, że jest prześladowany, a przedstawiane dowody przez lekarzy, że tak nie jest, odrzuca z całą mocą obstając przy swoim przekonaniu. Ksobne polegają na odnoszeniu wszystkiego, co się dzieje wokół do siebie – “mówią o mnie w telewizji”, “dają mi znaki”, “piszą o mnie w gazecie”, teraz częściej w Internecie. Oddziaływania polegają na tym, że pacjent jest zdania, że ktoś zdalnie czyta w jego myślach, że nasyła lub odciąga jego pomysły, że “kradnie myśli”, albo, że jakaś moc nim zawładnęła i jest marionetką, automatem lub zdalnie sterowanym robotem. To tylko niektóre z urojeń, bo istnieją także te, które nie sprawiają pacjentowi cierpienia, tylko upośledzają funkcjonowanie. Urojenia misji i posłannicze polegają na przekonaniu, że “mam szczególną misję”, “zadanie do wykonania”, że “jestem wybrany” i wyjątkowy. Urojenia posłannicze szczególnie często występują u przywódców religijnych i w sektach, a wiążą się z postawami wielkościowymi: “jestem wielki”, “mam niezwykłe zdolności”, “rządzę całym kosmosem”. Te urojenia zwykle są wypowiadane lub komunikowane dużo częściej, więc łatwiej je zauważyć, niż wtedy, gdy przeważają urojenia winy i grzeszności (“jestem najgorszym grzesznikiem”, “czeka mnie surowa kara”) albo niższościowe (“jestem do niczego”).

Istnieją także inne objawy, jak zaburzenia myślenia w postaci jego otamowania (“ścisk w głowie”, “pustka”, “nadmiar”, gonitwa myśli, lepkość myśli, etc.), albo spowolnienia bądź przyspieszenia toku myślenia, a także wykolejenia i poślizgu poznawczego, kiedy myśli zjeżdżają z ustalonego toru i nie prowadzą od podsumowania wypowiedzi w postaci jakiegoś wniosku czy decyzji. Pacjent, mimo, że wiele rozmyśla, nie jeste w stanie zdać relacji z wniosków, do jakich doszedł, bo po drodze myślenia się wykoleja i powstają rozbudowane dygresje, niekończące się monologi i dialogi wewnętrzne, mogą włączać się głosy komentujące zachowanie pacjenta, lub dyskutujące o nim poza jego plecami, a także obrażające pacjenta.

Czy leczenie schizofrenii ma sens?

Gdy dawniej istniały tylko leki I generacji, które działały bardzo silnie i wywoływały mnóstwo skutków ubocznych i wpędzały w depresję, odpowiedź była – nie. Jednak dziś istnieją leki nowoczesne, które nie wpędzają w depresję i nie mają takich skutków ubocznych, jak parkinsonizm, dyskinezy późne czy akatyzja (niemożność zajmowania jednej pozycji ciała). Są tak samo skuteczne w leczeniu objawów wytwórczych takich jak omamy czy urojenia oraz zaburzenia myślenia, a ponadto wpływają dobrze na objawy negatywne, afektywne (poczucie winy, depresja) i poznawcze, pozwalając pacjentom na kontynuację nauki, znalezienie pracy czy powrót do rodzinnych relacji. Oczywiście, nie są to jeszcze leki idealne, ale o wiele lepsze niż klasyczne neuroleptyki. W tym sensie można powiedzieć, że już około ⅔ pacjentów może wyjść na jako taką prostą, a jeśli włączyć do terapii różne inne oddziaływania psychospołeczne, to odsetek wyleczeń i remisji jeszcze wzrasta. Obecnie specjaliści są zgodni co do tego, że obecnie można kontrolować co najmniej objawy psychozy, choć nadal nieznane są jej przyczyny ani wyjaśnione dokładnie wszystkie mechanizmy. Można więc powiedzieć, że psychiatria weszła na nową falę optymizmu w leczeniu schizofrenii, ale też innych zaburzeń psychicznych. Lekarze wciąż czekają na jeszcze lepsze leki, a psycholodzy kliniczni opracowują coraz lepsze terapie tej dziwnej i groźnej choroby.